Adam Biernacki / program składany

Do Amsterdamu. Piosenki Jacquesa Brela

5 II 2010, Teatr Polski w Warszawie

 

nominacja do nagrody Feliksy Warszawskie dla Wojciecha Czerwińskiego

za najlepszą drugoplanową rolę męską

 

Scenariusz i reżyseria: Adam Biernacki

Opracowanie muzyczne, aranżacje: Urszula Borkowska

Ruch sceniczny: Katarzyna Anna Małachowska

Współpraca wokalna: Anna Chmielarz

Występują: Izabella Bukowska, Piotr Bajtlik, Wojciech Czerwiński oraz zespół muzyczny pod kierunkiem Urszuli Borkowskiej

 

 

Niegdyś piosenki Jacquesa Brela odbierano jako manifesty nonkonformizmu. Na Scenie Kameralnej warszawskiego Teatru Polskiego zabrzmiały zdecydowanie łagodniej.

Nietaktem jest ciągłe przywoływanie wspomnień niegdysiejszych spektakli, o których dziś zdają się pamiętać już tylko starsi widzowie i wysyłani na przedwczesną emeryturę krytycy, w połowie lat 80. po raz pierwszy stykający się z Brelem. Trudno jednak od tych wspomnień się odciąć i zapomnieć tamtego, słynnego niegdyś seansu Wojciecha Młynarskiego - "Amsterdamu", "Flamandów", "Walca na tysiąc pas" w mocnych, bardzo żarliwych, drapieżnych wręcz wykonaniach ówczesnych artystów warszawskiego Teatru Ateneum mających jakiś hipnotyczny, groźny urok.

I to nie znaczy przecież, że Izabella Bukowska, Piotr Bajtlik i Wojciech Czerwiński występujący w tym króciutkim, godzinnym zaledwie przedstawieniu mają w sobie mniej czaru, muzykalności. Budują przecież postacie: Bajtlik wciela się w księdza, który stracił powołanie, i piosenką "Gdyby to mogła być prawda" proszącego Boga, by Ten naprawdę istniał. Izabella Bukowska staje się niewinną narzeczoną, a kilka numerów dalej rozkosznie zawianą "kobitą", Wojciech Czerwiński w nieforemnych spodniach, kusym paletku, z doniczką sztucznych kwiatów gra rolę wiecznie przegranego faceta, któremu nie udała się żadna z życiowych gier: ani miłość, ani kariera, ani szczęście. Znamy to już wszystko, trójka aktorów - i chwała im za to - pragnie najwyraźniej przywrócić życiu to, co było domeną ich poprzedników w zawodzie: umiejętność skonstruowania na scenie postaci i w ciągu dwóch minut trwania piosenki opowiedzenia jej historii. I dobrze, bo wszystkie wrocławskie gale piosenki aktorskiej, głupawe kabarety wypychane przez publiczne i niepubliczne telewizje w tej dziedzinie dokonały spustoszeń wyjątkowo skutecznie. Gdyby jeszcze pozbawić tę trójkę plagi naszych teatrów czyli mikroportów, postawić ich na tej niewielkiej przecież scenie w małej sali - niech śpiewają własnym, ludzkim, a nie sztucznie wzmocnionym głosem. Tak czyniono niegdyś. Z wcale dobrym skutkiem.

 

Powrót innego Brela, Tomasz Mościcki, „Dziennik Gazeta Prawna” nr 30 – „Kultura”, 12.02.2010 r.

 

materiał przygotowany przez portal Plejada.pl

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now